"75 lat Krzysztofa Pendereckiego" - autor: Eugeniusz Ratajczyk

W minionym roku z okazji dwóch ważnych jubileuszy Krzysztofa Pendereckiego: 75. urodzin i 55-lecia działalności, świat muzyczny w sposób szczególny oddawał hołd kompozytorowi zaliczanemu do największych i najsławniejszych twórców muzyki II połowy XX oraz początku XXI wieku. Okolicznościowe imprezy odbywały się na całym świecie – od Japonii po obydwie Ameryki. W Armenii, skąd pochodziła babka kompozytora, zorganizowano pięciodniowy festiwal Pendereckiego. W Polsce uroczyste koncerty odbyły się w wielu miastach, nie wyłączając Krakowa i rodzinnej Dębicy. Wyjątkowe miejsce zajęły te prowadzone przez samego Jubilata (w kraju i zagranicą dał ich ponad 70).

To już ponad pół wieku

Najważniejszym wydarzeniem stał się warszawski Festiwal Krzysztofa Pendereckiego, zakończony 23 listopada – dokładnie w dniu upamiętniającym 75. rocznicę urodzin kompozytora. Wybór miejsca nie był przypadkowy. W Warszawie bowiem zaczęła się kariera Pendereckiego. Tu w 1959 roku – po uzyskaniu trzech pierwszych nagród na konkursie Związku Kompozytorów Polskich za „Strofy, „Emanacje” i „Psalmy Dawida – po raz pierwszy jego muzyka („Strofy”) pojawiła się na Międzynarodowym Festiwalu Muzyki Współczesnej „Warszawska Jesień”, a jej twórca stał się odtąd najczęściej prezentowanym kompozytorem tej prestiżowej imprezy. Festiwal Pendereckiego w stolicy zorganizowało Stowarzyszenie im. Ludwiga van Beethovena. W ciągu czterech dni odbyło się 8 koncertów, na których – z bogatego dorobku kompozytora – wykonano 26 utworów, w tym jeden Józefa Haydna („Koncert Es-dur” na trąbkę i orkiestrę, z kadencją Pendereckiego). Były to kompozycje z różnych okresów twórczości Jubilata – od wczesnych lat 50. XX wieku po utwory najnowsze, prezentowane po raz pierwszy na tym festiwalu. Przeważała muzyka instrumentalna, zwłaszcza kameralna, choć nie brakowało większych form symfonicznych, jak koncerty na różne instrumenty czy symfonie.

Muzyka antymelodyczna i antyharmoniczna
Podczas inauguracji (20 listopada) w sali koncertowej Filharmonii Narodowej (FN) wystąpiła Narodowa Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia, poprowadzona w pierwszej części wieczoru przez Jerzego Maksymiuka, w drugiej zaś przez Krzysztofa Pendereckiego. Pod dyrekcją Maksymiuka zabrzmiały: „Polymorphia” na smyczki z 1961 roku „Capriccio” na skrzypce i orkiestrę z 1967 roku (solistką była Patrycja Piekutowska) oraz „I Symfonia” z 1973 roku. Pod batutą Jubilata usłyszeliśmy „I Koncert skrzypcowy” z 1977 roku, w którym partię solową wykonała niemiecka skrzypaczka Viviane Hagner. Już pierwszy utwór zafrapował słuchaczy niewyobrażalną świeżością dźwięku wydobywanego z instrumentów tradycyjnych w sposób dotąd niespotykany. „Polymorphia” należy bowiem do wcześniejszego etapu twórczości Pendereckiego, zapoczątkowującego rewolucję sonorystyczną – czas prób i doświadczeń, młodzieńczej fascynacji eksperymentalnym brzmieniem. Istotnym elementem utworu staje się tzw. „czysta brzmieniowość” oparta na materiale odbiegającym od tradycyjnych faktur i artykulacji. Rodzi się w ten sposób nowy świat muzyczny zupełnie oderwany od wielowiekowej tradycji myślenia melodyczno-harmonicznego: muzyka staje się antymelodyczna i antyharmoniczna, nie pozbawiona jednak swej siły wyrazowej. „Polymorphia” reprezentuje typ ekspresywnego opowiadania brzmieniem o brzmieniu, które – dzięki Pendereckiemu – stało się specjalnością polskiej szkoły kompozytorskiej w latach 60. ubiegłego wieku.
Z kolei w „Capriccio” na skrzypce i orkiestrę kompozytor wykorzystał wszystkie konwencjonalne i niekonwencjonalne brzmienia oraz sposoby artykulacji stosowane już w jego wcześniejszych utworach (wolne wibrato, glissanda, klastery, możliwe najwyższe i najniższe dźwięki), dodając kolejną nowość – zalecenie dla kwintetu: „mruczeć jednocześnie przy zamkniętych ustach”. Karkołomna partia skrzypiec to jakby sarkastyczne naigrawanie się z wirtuozowskiej techniki wiolinistycznej, całość zaś dzieła uwypukla ideę parodii tradycyjnego koncertu skrzypcowego. Ludyczny charakter utworu nie wyklucza typowej dla Pendereckiego dramaturgii i ekspresji, która nadaje jego muzyce odświeżającą moc oddziaływania na słuchaczy, o czym świadczyło gorące przyjęcie zgotowane solistce i orkiestrze.

Między sonoryzmem a myśleniem melodyczno-harmonicznym
Pierwszą część wieczoru zwieńczyła „I Symfonia” – utwór, w którym kompozytor zebrał wszystkie swoje doświadczenia z lat „burzy i naporu”, zamykając jednocześnie okres awangardowy w swej twórczości. Dzieło napisane w pełni dojrzałości twórczej Jubilata plasuje się między sonoryzmem a myśleniem melodyczno-harmonicznym. Kompozytor wyznał, że w nowatorstwie sprowadzającym się do eksperymentów i spekulacji formalnych więcej jest destrukcji niż budowania od nowa, że ten prometejski ton jest utopią. Ucieczkę z awangardowej pułapki formalizmu umożliwił mu zwrot ku tradycji. Na czteroczęściowy układ cykliczny „I Symfonii” nałożył strukturę jednoczęściowej formy sonatowej. Trwające ponad pół godziny dzieło olśniewa zróżnicowanymi barwami brzmienia, maestrią instrumentacji i zwartością formy, co świetnie uwypukliła orkiestra pod niezawodnym Jerzym Maksymiukiem.
Drugą część koncertu inauguracyjnego wypełnił „I Koncert skrzypcowy” znakomicie poprowadzony przez samego kompozytora. Partią solową na pięknie brzmiącym Stradivariusie z 1717 roku urzekała Viviane Hagner. Muzyka koncertu łączy bowiem romantyczne jakości wyrazowe z językiem dźwiękowym kompozytora współczesnego, który porzucając awangardowe środki sonorystyczne, zwrócił się w stronę tradycji jako znaczącego źródła inspiracji. Melodie cechuje piękno kantyleny lub frazy o linii sfigurowanej, z dużym ładunkiem emocjonalnym. Solowa partia mieni się też bogactwem środków wirtuozowskich.

Kartki z nienapisanego dziennika
W dniu następnym odbyły się w Filharmonii dwa festiwalowe koncerty. W sali kameralnej w południe wystąpił Shanghai Quartet, jeden z najwybitniejszych kwartetów smyczkowych na świecie. Program wypełniły utwory kameralne Pendereckiego: „II Kwartet smyczkowy” z 1968 roku, „Trio smyczkowe” z 1991 roku oraz najnowszy, budzący szczególne zainteresowanie tłumnie przybyłej publiczności, „III Kwartet smyczkowy” z 2008 roku, który na tym koncercie miał swoje światowe prawykonanie, stając się zarazem najważniejszym wydarzeniem występu chińskiego zespołu. Wzruszony wspaniałym wykonaniem i owacyjnym przyjęciem swego nowego utworu kompozytor pojawił się na estradzie, nie tylko by podziękować artystom i słuchaczom, ale także zwierzyć się na temat powstania kwartetu, któremu chciał dać podtytuł „Kartki z nienapisanego dziennika”. Pisząc „III Kwartet”, przypomniał sobie melodię z czasów dzieciństwa, grywaną często na skrzypcach przez swego ojca. Posłużył się nią jako wiodącym tematem w utworze, bisowanym na zakończenie koncertu. Z kolei wieczorem usłyszeliśmy dwie z sześciu wersji „Koncertu altówkowego” – oryginalną z 1983 roku i klarnetową z 1984, „Largo” na wiolonczele i orkiestrę oraz „Agnus Dei” na 8 wiolonczel w opracowaniu Borisa Pergamenschikowa.
Był to program nie tylko zróżnicowany kolorystycznie, ale i ze świetną obsadą wykonawców. Wystąpili znakomici soliści: Michel Lethiec (klarnet), Arto Noras (wiolonczela), Andrzej Bauer i Warszawska Grupa Cellonet (wiolonczele), Tabea Zimmermann (altówka) oraz, poprowadzona z młodzieńczą werwą przez Łukasza Borowicza, Polska Orkiestra Radiowa. Każdy z prezentowanych utworów budził gorący aplauz na widowni, jednak największy przypadł wielkiej nieobecnej na ostatniej „Warszawskiej Jesieni”, legendarnej Tabei Zimmermann, która porwała publiczność rewelacyjną interpretacją „Koncertu” na altówkę i orkiestrę.

Wnuczka gra
Dwa koncerty odbyły się także 22 listopada. Południowy w Zamku Królewskim wypełniły „Sonaty” I i II na skrzypce i fortepian oraz „Sekstet” – utwory znakomicie zaprezentowane przez wybitnych polskich i zagranicznych solistów. W młodzieńczej, niespełna dziesięciominutowej, „I Sonacie” z 1953 roku usłyszeliśmy Konstantego Andrzeja Kulkę i młodą pianistkę Beatę Bilińską. W dojrzałej, znacznie rozbudowanej „II Sonacie” z 2000 roku, porównywalnej rozmiarami do koncertu skrzypcowego, czarowali Grigorij Żyslin i pianista Massimiliano Damerini. Wspaniałymi wykonawcami „Sekstetu” na klarnet, róg, trio smyczkowe i fortepian z 2000 roku okazali się: Michel Lethiec, Esa Tapani, Julian Rachlin, Grigorij Żyslin, Arto Noras i Vahan Mardirossian. W wieczornym koncercie w FN wystąpiła z kolei Sinfonietta Cracovia – młoda krakowska orkiestra, którą poprowadziło kolejno czterech dyrygentów: Tadeusz Strugała, Lawrence Foster, Gabriel Chmura i Maximiano Valdés. Na program złożyły się: słynny „Koncert Es-dur” na trąbkę i orkiestrę Haydna z kadencją Pendereckiego (solistą był Węgier Gábor Boldoczka) oraz następujące po nim utwory Pendereckiego: „Koncert” na róg i orkiestrę z 2008 roku, „Concerto Grosso” na trzy wiolonczele i orkiestrę z 2001 roku i „II Symfonia” z 1980 roku. Wydarzeniem wieczoru było polskie prawykonanie „Koncertu” na róg i orkiestrę – pierwszego solowego koncertu Pendereckiego na instrument dęty blaszany. W pogodnej, wirtuozowskiej partii solisty błyskotliwą techniką i pięknym dźwiękiem instrumentu zachwycił światowej sławy chorwacki waltornista Radovan Vlatković. Podczas wykonania „Concerto Grosso” (soliści: Ivan Monighetti, László Fenyö i Claudio Bohorquez) siedząca na balkonie obok kompozytora jego ośmioletnia wnuczka wdzięcznie naśladowała grę pierwszego wiolonczelisty, sprawiając dodatkową radość Jubilatowi.

Janowi Pawłowi II
W niedzielę 23 listopada, tj. w dzień 75. urodzin Krzysztofa Pendereckiego, rano w katedrze św. Jana mszę w intencji Jubilata odprawił metropolita warszawski, arcybiskup Kazimierz Nycz. Następnie Chór kameralny „Lege Artis” z Sankt Petersburga wykonał fragmenty „Stabat Mater” i „Agnus Dei” Pendereckiego, wieńcząc swój występ zaśpiewaniem starocerkiewnego „Mnogije lieta” (odpowiednik naszego „Sto lat”). W południe w Filharmonii wystąpiła Orkiestra Akademii Beethovenowskiej. Tę najmłodszą w kraju orkiestrę symfoniczną poprowadził Michał Dworzyński. W programie znalazły się: „Divertimento” na wiolonczelę solo z 1994 roku, „Koncert fletowy” z roku 1992, „Chaconne” na smyczki z 2005 roku oraz „Sinfonietta nr 2” na klarnet i smyczki z 1994 roku (wersja fletowa). Solistami byli: wiolonczelista japońskoniemieckiego pochodzenia, Danjulo Ishizaka, oraz fleciści – Łukasz Długosz i Massimo Mercelli. Najnowszą z tych kompozycji („Chaconne”) Penderecki skomponował po śmierci Jana Pawla II i poświęcił ją Jego pamięci, zamykając ostatecznie całość pisanego w latach 1980–84 „Polskiego Requiem”, dzieła określającego postawę
kompozytora wobec dramatycznych losów swego narodu. Obejmuje ona szereg wariacji opartych na powtarzanej w niskim rejestrze formule, stanowiącej podstawę harmonicznego przebiegu. Jej opadająca chromatycznie fraza nawiązuje do tradycji barokowego „lamento”. Po kolejnych transformacjach melodycznych, wyrafinowanych konstrukcjach rytmicznych i dynamicznych, ostatnia, refleksyjna wariacja w swoim rozszerzonym zakończeniu nabiera wymiaru metafizycznego. Muzyczna narracja wtapia się w przyciszoną sferę jasności, tak bardzo bliską postaci, której utwór został poświęcony.

Siedem bram Jerozolimy
Kulminacją urodzinowego dnia i całego festiwalu był uroczysty wieczorny koncert finałowy w Teatrze Wielkim- Operze Narodowej (TW-ON), poprowadzony przez samego Jubilata, pod którego batutą zabrzmiała jego „VII Symfonia «Siedem bram Jerozolimy»” na 5 solistów, recytatora, 3 chóry mieszane i dużą orkiestrę z 1996 roku. To monumentalne dzieło, oparte na tekstach „Księgi Psalmów” i „Ksiąg Prorockich” Starego Testamentu, powstało na uroczystość obchodów 3000-lecia świętego miasta i tam 9 stycznia 1997 roku miało swoją prapremierę. W warszawskim wykonaniu „VII Symfonii” udział wzięli soliści: Izabela Matuła i Izabela Kłosińska (soprany), Agnieszka Rehlis (mezzosopran), Adam Zdunikowski (tenor), Romuald Tesarowicz (bas), Boris Carmeli (narrator) oraz chóry TW-ON, FN, Opery i Filharmonii Podlaskiej w Białymstoku, Orkiestra TW-ON i Sinfonia Varsovia. Telewizyjna rejestracja urodzinowego wieczoru sprawiła, że „Siedem bram Jerozozlimy” zamieniono na widowisko, którego autorami byli: Tomasz Bagiński – animacje, Borys Kudlička – scenografia, Jarosław Minkiewicz – reżyseria. Ponad głowami chórzystów i muzyków popisywał się Kielecki Teatr Tańca. Najważniejszą wartością finałowego wieczoru i całego festiwalu była muzyka Krzysztofa Pendereckiego, któraniezależnie od czasu jej powstania – przykuwała uwagę słuchaczy świeżością niebanalnego brzmienia, siłą wyrazu, różnorodnością form i maestrią konstrukcji. Te walory reprezentuje w sposób szczególny, przytłaczająca swą potęgą i niesamowitą ekspresją „VII Symfonia”, będąca syntezą poprzednich doświadczeń kompozytora w kreowaniu muzycznej dramaturgii i wyrazistego kształtu architektonicznego. Dlatego jej uroczyste wykonanie spotkało się z długą owacją na stojąco. Na ręce bohatera wieczoru listy gratulacyjne i urodzinowe życzenia wystosowali prezydent i premier RP, prezydent Ukrainy przesłał kwiaty, a w imieniu mieszkańców stolicy winszowała mistrzowi Halina Gronkiewicz-Waltz. Dziękując wszystkim za życzenia i gorące przyjęcie, wzruszony Jubilat w sposób szczególny dziękował swojej żonie, Elżbiecie Pendereckiej, która jako prezes Stowarzyszenia im. Ludwiga van Beethovena była głównym organizatorem festiwalu. Finałowy wieczór zwieńczyło gromkie „Sto lat” zaśpiewane Jubilatowi przez wszystkich artystów na scenie i publiczność na widowni. On zaś po koncercie na spotkaniu z wykonawcami i zaproszonymi gośćmi z całego świata, musiał jeszcze zdmuchnąć 75 świeczek z ogromnego tortu urodzinowego, a już następnego dnia odlatywał do Helsinek na kolejne imprezy trwającego do końca 2008 roku swego Jubileuszu.

Autor: Eugeniusz Ratajczyk
Źródło: TWOJA MUZA, nr 1/2009, s. 11-14

Twoja ocena: Brak
© 2009-2010 Mijuma.pl wszystkie prawa zastrzeżone. Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu. O nas Kontakt Reklama